niedziela, 15 lutego 2015

147 - pierniki na bal charytatywny

chciałam wam pokazać pierniki, które robiłam na bal charytatywny. stowarzyszenie 'nasz dom' działa na rzecz osób niepełnosprawnych. już kolejny rok z rzędu organizowali imprezę charytatywną. w tamtym roku postanowiłam, że zrobię i przekażę pierniki na licytację/loterię. jak postanowiłam, tak zrobiłam, a efekty zaraz zobaczycie.


pierwszy raz robiłam pierniki dekorowane lukrem plastycznym. strasznie mi się spodobały, choć w sumie nie wiem z którymi jest więcej roboty, czy z dekorowanym tradycyjnym lukrem królewskim, czy z takimi z lukrem plastycznym. przy obu technikach frajda jest duża i pole do popisu szerokie. z racji tego, że bal przypadał w walentynki, na piernikach pojawiają się miłosne motywy i wyznania.









tutaj trochę inaczej, bo technika mieszana, połączone oba rodzaje lukrów.





i taki duży, dekorowany znów tylko lukrem plastycznym. dekoracja przyśniła mi się. możecie wierzyć lub nie, ale jak mam pracować nad jakimiś piernikami to często zdarza mi się śnić, że dekoruję. tak było w tym przypadku, podczas popołudniowej drzemki przyśnił mi się ten piernik i zaraz po przebudzeniu pobiegłam dekorować, żeby nie zapomnieć.




 jak to wujek stwierdził: "takie ostre słowa". miał na myśli 'kocham'. w sumie miał rację, ale z racji walentynek może komuś przyda się piernik z akurat takim ostrym słowem.









takie z jakimiś złotymi myślami. chciałam coś krótkiego, ale żeby trafiło do ludzi. nie wiem czy się udało.



znów próbowałam 'haftu krzyżykowego'. licząc oczka myślałam, że zwariuję, ale w końcu się udało i nawet się nigdzie nie pomyliłam.


i na koniec moje ulubione, z koronką na brzegu. coś czuję, że tego typu zdobienie na stałe zagości na moich piernikach.



a to stwierdziłam, że chyba zostawię sobie w domu, bo tak mi się podoba, ale chwilę później stwierdziłam, że przecież mogę sobie zrobić takie a może lepsze, a to niech służy w dobrym celu. 



no i całe pudło, gotowe do drogi, popakowane oczywiście przez mamę.


nie wiem jak przebiegła licytacja/loteria. piszę tak bo w sumie nie wiem gdzie one w końcu trafiły. mam nadzieję, że spełniły zamierzone zadanie jakie miały wypełnić. a ja mam kolejne doświadczenie zaliczone, bo uczymy się całe życie więc warto próbować, próbować, próbować, a jeśli można tym w jakiś sposób pomóc to to próbowanie jest jeszcze przyjemniejsze. a bal pewnie jeszcze trwa, mam nadzieję, że pierniki na trzeźwo go znoszą ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

zapraszam do dyskusji i pozostawienia swojej opinii o moim pisaniu ;)